wtorek, 10 listopada 2015

Cop Car


Robiłam w dzieciństwie różne rzeczy. Czasem genialne - zupa z trawy, ślub w zbożu tudzież mecz rugby na ściernisku (boso). Czasem głupie i bezmyślne - ubzduranie sobie, że jak zjem obiad w przedszkolu na pewno będę wymiotować, podmianka zniczy na cmentarzu, czy obcięcie włosów kuzynce (sama chciała). Każdy ma swoją banię.

"Cop Car" to historia dwóch chłopców, których bania polega na łażeniu po łąkach, przeklinaniu i bawieniu się patykami. Dnia pewnego chłopcy znajdują ukryty gdzieś na polance wóz policyjny. Postanawiają wsiąść za kierownicę i pobawić się w policjantów. Początkowa powolna jazda po łące zamienia się w brawurową jazdę po szosie. Głupota aż trzeszczy. Co prawda chłopcy nie mają jakichś autorytetów do naśladowania. Z tego, co pamiętam (film oglądałam jakiś czas temu) są z rozbitych rodzin, nie usprawiedliwia to jednak głupoty z jaką ci dwaj dżentelmeni idą przez świat. Przecież każde normalne dziecko wsiadłoby do opuszczonego radiowozu i pojechałoby ponad stówę po szosie. No przecież. 
Wszystko może i byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż wóz ów należał do niejakiego Szeryfa Kretzera (Kevin Bacon). Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że szeryf w bagażniku ukrywa zwłoki, które skrzętnie ukrywa w dziurze na polance, uprzednio pakując je w gustowny, czarny wór. Wszystko może i byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że szeryf po zakopaniu denata chce spokojnie wrócić do domu, jednak, ups, nie ma czym.
Potem następuje szereg zdarzeń - usuwanie dowodów przez pana Bacona (nie do końca wiadomo, co się stało ale usuwa ostro), próba nawiązania łączności z chłopaczkami przez radio, przypadkowy świadek widzący małoletniego za kierownicą radiowozu, wreszcie przerażający krzyk dobiegający z bagażnika, zabawy z bronią itd.
Akcja to za duże słowo. Kto z Was widział "Blue Ruin", "Cold in July" lub "The Rover" ten wie, że główną zaletą tych filmów jest powolność, snujstwo, sceny długie jak spaghetti, a zarazem takie napięcie i gryzienie pazurów, że na miejscu usiedzieć się nie da. Taki też jest "Cop Car". Powolny, ciągnący się jak gil z nosa, żółty, cichy. Krew jest bardziej ohydna niż kiedykolwiek, a cisza sprawia, że czeka się na najgorsze.
Duże brawa dla Bacona. Szacun. Nie wiem jak z oglądalnością, ale "Footloose" to to nie jest. Fajnie było zobaczyć Shea Whigham'a. Powoli, powoli, myślę, że ten pan nam wszystkim jeszcze skopie tyłki.

Jedynym minusem filmu są dla mnie te dwa małe przygłupy. Naprawdę nie mogę przeboleć rzucania pistoletem lub podawania go koledze lufą do twarzy. Przedszkolaki zrobiłyby to lepiej. Już nie wspomnę o tym, że film dzieje się w Juesej, gdzie w każdym domostwie znajduje się jakaś broń. Cóż. Za głupotę trzeba płacić. Ale o tym cicho sza.
Film oczywiście polecam. Rzadko zdarza się taki wąs u mężczyzny. 

14 komentarzy:

  1. Dobra recenzja choć nie bez spojlerów. Film świetny, z pewnością nie da o sobie łatwo zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marudzisz ;)
      Ja już właśnie prawie zapomniałam....

      Usuń
  2. Ale ja o Tobie nie zapomniałem, słońce....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o o. brzmi jak groźba ;)

      Usuń
    2. Nie prowokuj go! :)

      Usuń
    3. Jeszcze tylko Fassbender i będę w siódmym niebie.

      Usuń
  3. Obejrzę. Męskie kino zawsze na propsie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,... Męskie kino zawsze na propsie....''

      Dokładnie.

      Usuń
    2. Taa. Tylko "na propsie" w ogóle mi się męsko nie kojarzy.

      Usuń
    3. Używam tego zwrotu ironicznie, yo.

      Usuń
    4. Stop. To, że Kevin ma wąsa jak stąd do Katowic nie znaczy, że to kino męskie. Moja eks listonoszka też miała wąsa.

      Usuń
    5. Do męskiego kina nie tylko nie trzeba wąsów, ale i mężczyzn, co odkryłem ostatnio powtarzając sobie "Death Proof" :c

      Usuń
    6. Mimo wszystko "Cop Car" to nie jest męskie kino. Amen.

      Usuń
  4. @ Garret
    ,,...Do męskiego kina nie tylko nie trzeba wąsów, ale i mężczyzn...''

    Błachachacha :D)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    Na koszulce to sobie jebnij. Albo jak będziesz przy kasie idż do kamieniarza i zamów dla siebie płytę nagrobną z takim credo - jak się w końcu przekręcisz , przynajmniej zostanie lastrikowy ślad po wzlotach myśli z najlepszych lat Twojego życia.
    Potrafisz humor poprawić, jak mało kto , serio.

    OdpowiedzUsuń