środa, 1 października 2014

Prawnik z Lincolna

Napał na Mefju trwa. Przynajmniej u mnie. W ramach jesiennej pluchy (mniam) obejrzałam "Prawnika z Lincolna". I już wiem, skąd reżyser "True Detective" miał pomysł na Rusta! No, jak nic musiał "Prawnika..." oglądać i ciut się zainspirować.

Mamy oto Micka Hallera, który zajmuje się trzepaniem kasy. Nieważne kto co i jak, ważne, żeby dużo zapłacił. Mick nie bawi się w jakieś słabe historyjki, jedyny słuszny w jego mniemaniu werdykt to uniewinnienie delikwenta. Wszelkiej maści bandziorstwo to jego brocha. Jest cwany, pewny siebie, wygadany, inteligentny no i oczywiście szalenie przystojny (nie, nie od początku, dopiero w tej uchlanej wersji, kiedy to eks żona taszczy go przez pół miasta do domu). Cały Mefju. Ktoś gdzieś napisał, że Mefju w tym filmie jest panem życia i śmierci. Coś w tym jest. Tak ma wszystko poukładane, obcykane, że nie ma na niego przysłowiowego wiecie kogo.
Pewnego dnia pojawia się nowy klient - Louis Roulet (w tej roli Ryan Philippe, którego nie trawię i Johny Depp przy nim to mistrz sztuki aktorskiej), który zostaje oskarżony o pobicie panny lekkich obyczajów. No i tutaj sprawa się rypie. Louis sypie kasą jak rzadko, Mefju zgarnia do pomocy swojego przyjaciela - Franka (William H.Macy, uwielbiam, taki wąs to duma), wszystko idzie jak po sznurku, przecież Louis jest niewinny, nie ma to tamto i bang bang, tym razem tak łatwo nie będzie. Przeszłość powraca do Micka niczym bumerang, stara sprawa nagle staje się jakby aktualna, a była żona ma ochotę na seks. Tak. Nic więcej nie napiszę bo będzie marudzenie. 

Po pierwsze. Czy muszę znowu wspominać, że Mefju na stałe pożegnał się z wizerunkiem bicz boja i mimo, że w "Prawniku...." pokazuje klatę, jest przegenialny? Przechodzi tutaj metamorfozę, pięknie to robi. Pięknie chleje i jest spocony i główka mu pracuje jak rzadko. I jak jechał uchlany, z rozmierzwionym lokiem i okiem podkrążonym wiedziałam już, że słusznie "True Detectivem" został. Kapitalnie się stacza by móc się odrodzić. 
Po drugie. Bardzo na plus scenariusz. Fajnie to wszystko rozkminione, ta końcowa rozprawa, świetnie przemyślana sprawa i wielki tryumf na końcu. 
Po trzecie. Dlaczego John Leguizamo tak mało gra? Dlaczego? Niech ktoś wreszcie da mu jakąś główną rolę z marzeń, bo ja czekam tu i usycham. Jego pojawienie się na ekranie za każdym razem wywołuje uśmiech na mej twarzy, darzę gościa sympatią i chcę go oglądać częściej. 
Po czwarte. Jak stwierdził ongiś John Jaloie: "Marisa Tomei is hooootttttt". True. Też mi jej za mało. Niby mało jej w filmie, jednak wnosi jakiś taki powiew fajnej, dojrzałej kobiecości z pięknym, uwodzicielskim uśmiechem. 
Po piąte. Polecam. Dobrze ukulana historia. Dobra końcówka. Ja generalnie lubię filmy o prawnikach z prawnikami i w ramach prawników. Szczególnie kiedy każdego dnia sąsiadka z dołu odpala na cały blok "Sąd rodzinny". Kocham ten czas;).
To tyle, mam nadzieję, że tym razem nie opowiedziałam całego filmu, a jeno pół:).
Darz bór!

(zdjęcia pochodzą ze stron: http://filmint.nu/, http://w670.wrzuta.pl/)

9 komentarzy:

  1. A ja nie przepadam za filmami z prawnikami. Bo to bardzo często ten sam schemat: cynik, który pod wpływem okoliczności przechodzi zmianę niby to na lepsze. Oglądałem wyłącznie ze względu na Marisę Tomei.

    Przez weekend widziałem "Uczniowską Balangę", czasem do tego wracam. Pary młodych zdolnych się tam przewinęło. Mefju z wąskim tam grał i stwierdził nie bez racji, że on się starzeje, a licealistki nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam. Boję się tego filmu bo kiedyś Mefju nie powalał.
      Co do "Prawnika...", nawet jeśli schemat się powtarza ale jest to zrobione dobrze - chwała. Poza tym Mick różni się nieco od innych prawników tego typu. Jednak do końca gdzieś tam pozostaje sobą, nie zmienia się całkiem, ma jeden przebłysk przy końcowej gadce z motocyklistami...czułam, że się zmienił ale nie było to jakoś szczególnie zaakcentowane.
      A licealistki....cóż mogę rzecz....licealiści też się nie starzeją;)

      Usuń
    2. "Dazed and Confused" to dobry wczesny Linkater. Obejrzałem sobie zwiastun w związku z komentarzem vindoma i trochę się wkurwiłem na coś co tliło się we mnie od dawna :) W stanach potrafią zrobić trailer jak nigdzie indziej. Potrafią jeżeli chodzi o akcyjniak, thriller, sf. Ale taki "Dazed and Confused" to w ogóle nie zachęca. Z zapowiedzi widz nastawia się na coś w stylu "Porky's". Lubię "Porky's", ale "Dazed and Confused" wcale bym nie zaliczył do jemu podobnych. Linkater zrobił fajny obyczaj z elementami komediowymi traktujący o trudach dojrzewania. Tak, Mefju jest tu zredneckowany, ale na ten wesoły sposób :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje radosne słowotwórstwo :D "Napał", hmmm... ciągle się czegoś nowego tu uczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ dziękuję:). Możesz przyjść na korki ze slangu. Poduczę Cię kapkę;)

      Usuń
    2. A ja w zamian poopowiadam dowcipy o Łotyszach! :D

      Usuń
    3. Nie, nie, ja proszę, nie. Lubię Cię ale proszę...nie ;)

      Usuń
    4. ...ale Łotyszy nie lubisz. Rasistka! ;P

      Usuń