poniedziałek, 3 listopada 2014

Furia

Rzadko mi się zdarza śpiewać pieśni pochwalne ku czci filmów wojennych. Są pojedyncze przypadki, może z trzy. Zazwyczaj się nudzę, męczy mnie cała ta rozwałka i męskie klimaty. Dlatego też na "Furię" poszłam z lekką obawą, mimo, iż trailer baaaaaardzo mnie zachęcił (ok, Brad mnie zachęcił).

Klasyczna amerykańska epa. No, jak ja to lubię. Mamy oto załogę czołgu pod nazwą "FURY" (zamienić F na D, zmienić szyk i RUDY jak w mordę strzelił;) ). Sierżant Don (boski Brad), co to z niejednego pieca chleb jadł, niejednego Niemca zabił, a i filozoficzną gadkę zapodać umie, do rozsądku przemówić. Biblia (Szyja LaBeouf), spokojny, bardzo wierzący z wąsem jak się patrzy, płaczący co rusz. Gordo (Michael Pena) - mehiko gaj, wprawiony w bojach, lubi się napić i wyrwać jakąś wojenną laskę. Grady (Jon Bernthal) - najbardziej obleśny spośród całej załogi, prosty koleś wykonujący swoją robotę i wreszcie Norman (Logan Lerman), który przypadkowo zasila szeregi "Furii" zastępując zmarłego żołnierza. Ekipa życia. Serio. Męska sztama, tona testosteronu, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Niby są tam jakieś ciche pretensje i niedomówienia ale hu kers, kiedy stado Niemców czeka na likwidację.
Załoga "Furii" wyrusza na front zabierając ze sobą nieopierzonego Normana i zaczyna się zabawa. Oto ze zwykłego kolesia piszącego na maszynie, młodego dzieciaka, który w życiu nie trzymał broni w ręku Norman zamienia się w egzekutora. Musi zabijać jak leci, zapomnieć o sentymentach i zasadach, że jak dziecko to nie, a jak kobieta to delikatnie. Nie ma zmiłuj. W końcu ekipa się zgrywa i dawaj! Przemierza "Furia" front i to jak. 

Ja wiem, że recenzje ten film ma różne. Ale jeśli ktoś z Was choć trochę mi zaufa - nie pożałuje.
Jest brud, smród i ubóstwo. Są flaki, rzygi i fucki. Są łzy, dylematy i strach okrutny. Są wreszcie TE sceny, które budują cały film. 
Pierwsza - kiedy Brad uczy Normana zabijać. Kiedy leje go po twarzy i chce zrobić z niego mężczyznę w przeciągu jednej minuty. Kiedy Norman miota się i wyrywa chociaż wie, że to,  cholera, jest wojna. Genialna scena, która na długo pozostanie w mojej pamięci.
Kolejna - iluzja rodzinnego obiadu w jednym z niemieckich domów. Znowu duet Brad - Norman. Dwie Niemki, porcelana, piękne suknie, loki i pąs (ok, klata Brada również ma tutaj znaczenie, nie będę ściemniała, że mnie nie bierze), jajka sadzone, sztućce błyszczące. I widzę "Bękarty wojny" i to napięcie podczas rozmowy Michaela Fassbendera z majorem Hellstromem i to oczekiwanie na wielkie jebut i ja to dostaję. W tej scenie. W tym niemieckim domu, pośród dźwięków pianina i słodkich całusów. Dawno nie czułam takiego napięcia i strachu o bohaterów. Takiego klimatu, ułudy, że przecież jest normalnie, dzień zwykły dzień, deszcz na twarzy. Gdyby Oscary przyznawano za sceny miałabym swojego faworyta.
I jeszcze scena otwierająca film. SS man na koniu. Patrzę i wiem, że to będzie dobry film.
Muzyka. Pode mnie. Chóry wyśpiewujące podniosłe pieśni, niestety po niemiecku, ale da się przeżyć. Ciężka, mocna, głośna, podbijająca atmosferę.
Barwy, wszystko takie szaro buro nijakie, brązowe i błotniste. 
Aktorsko - najwyższy poziom. Brad jest klasą samą w sobie, nic nie muszę pisać. Bałam się trochę tej jego charakterystycznej maniery (en aj łon maj skalps!!!) ale uniósł, nie powtórzył i było genialnie.Świetna postać, taki ojciec, co to mądrze powie, a jak trzeba to opieprzy z góry na dół, co to niczego się nie boi i walczy do końca, nie ucieka. 
Koleś z "Walking Dead" (Jon Bernthal) zaczyna być niezłym mastachem. Jest w "Furii" tak obleśny, że aż go polubiłam. 
Szyja spoko, acz za dużo płacze ale to delikatny chłopak jest, poza tym ma dopiero 28 lat, co on może wiedzieć o życiu;). 
O panu Pena się nie wypowiadam, bo wiadomo, że jest świetny, co prawda zazwyczaj gra siebie ale niech ma, skoro jest zapotrzebowanie.
No i wreszcie na koniec Norman. Co to za chłopak jest w ogóle? Skąd on się wziął? Oj, wróżę mu wspaniałą przyszłość z milionem młodych kobiet u stóp. Świetna rola, ten strach w oczach i to wkurzenie (wkurwienie raczej), ta niewinność i przeobrażenie z chłoptasia w mężczyznę. Zapamiętajcie to nazwisko. On nam jeszcze pokaże.
Czuję się tym filmem przytłoczona, przygnieciona i wypluta. Czuję się brudna. Jeśli miałabym kiedykolwiek wyobrażać sobie wojnę to wyglądałaby ona właśnie tak. Człowiek człowiekowi świnią ale świnią skłonną do refleksji. Świnią, która chleje, zabija i uprawia brudny seks w czołgu. Świnią, która odda życie za przyjaciela i za ojczyznę. Świnią, która jest pozbawiona złudzeń i nadziei. I dziękuję, że reżyserowi nie wpadł do głowy genialny pomysł pod tytułem - jestem siostrą, pracuję w polowym szpitalu, ożeń się ze mną. Nie ma czasu na sentymenty i historie miłosne. A jeśli jest, to szybko następuje konfrontacja z rzeczywistością i z miłości zostaje ciało pod gruzami. 
Nie bójcie się, idźcie do kina. Gdyby wszystkie filmy wojenne tak wyglądały byłabym fanką gatunku. Polecam bardzo. I jeszcze zdjęcie, które jest przegenialne. Nie jest to scena z filmu. To jest ekipa przez duże E.

(zdjęcia pochodzą ze stron: blacktree.tv, www.theguardian.com, closingcreditsuk.wordpress.com)

Acha, ogłoszenie parafialne.
Zapraszam na fejsa  (trza iść z duchem czasu): https://www.facebook.com/fomohaber

23 komentarze:

  1. Janusz Przymanowski już uiszcza placowe przy krawężniku, żeby Ci laczki na połysk zrobić - wdzięczny i żywy tekst . Film obadam na pewno, ja tam lubię Krigenstimmung i Zweite Weltkrieg w szczególności, a im większy gnój i rozpizd na ekranie, tym lepiej.
    SS man na koniu mi się zwłaszcza spodobał.
    Ciekawostka historyczna:
    Jedyną SS- mańską formacją, która nie została uznana, jako zbrodnicza , była jednostka kawalerii. Wyobrażam sobie jaki nieskoordynowany hajp się porobił, jak każdy zamiast usuwać tatuaż pod pachą zaczął sobie na gwałt jakąś chabetę organizować . Ostatnie prawdziwe ,, Na Koń! '' w historii wojen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simply! Ja myślałam, że Cię kosmici porwali! Weź, nie strasz...
      Czyszczenie laczków się przyda, wiecznie w brudnych chodzę.
      Zobacz film koniecznie, im dłużej o nim myślę, tym bardziej mi się podoba. Dziś jeszcze się nakręciłam bo oglądałam wywiad z obsadą. Serio spali na zewnątrz po trzy godziny i jedli rzadko fest, brodzili w bagnie i się nie myli. Uwielbiam takie poświęcenie się dla roli. Dlaczego tylko my, zwykli ludkowie, mamy mieć przerąbane w robocie?

      Usuń
    2. Bo mnie porwali ! Wyszli z klaty ( ale nie Johna Hurta, tylko schodowej) i zapodali takiego kwasa , że mało się nie utopiłem we własnym cieniu ( pod powierzchnią cienia jest srebrnofioletowo i to w ogóle żyje , jakbyś był w wężu , który gdzieś szybko popierdala . I słychać ,, Changes'' Black Sabbathu, jak z komóry zawieszonej pod sufitem ) . Nawet nie pamiętam, jak na Ziemię wróciłem .

      Usuń
    3. Dobra. Dajesz namiary na dealera.

      Usuń
  2. Jak klata Brada jest to obejrzę. Bo to od razu widać, że film ma przesłanie i jest ambitny. A żarty z kupy są? Bo ja po obejrzeniu Sabotage nie wyobrażam sobie filmu Ayera bez skatologicznego humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznajmy jednak Sabotage za wypadek przy pracy nad Furą;)

      Usuń
    2. A ja nawet lubię Sabotage :) W sumie to liczyłem na to, że Furia będzie jak Sabotage, tylko w okresie WWII

      Usuń
    3. Daniel. Każdy ma swoją banię:). Ja lubię klatę Brada, Ty kupy. Dla każdego coś fajnego ;)

      Usuń
  3. Jak nie ma love story to gra gitara :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, czasem love story jest potrzebne. Tutaj jest takie kilkuminutowe love story, a raczej seks story:). Takie też bywają.

      Usuń
    2. Seks story są w pytkę :D

      Usuń
    3. Nie no trochę jest love story i to romantyczne, ale nie dłużej niż 15 minut trwa ten wątek ;)

      Usuń
    4. No widać już nawet na górnym zdjęciu, ze jest. Pittowi siedzi na kolanach jego wojenna flama - zdobyczny StG 44 . Miłość z tych po grób.

      Usuń
    5. Pocahontas - Eeeeeeee co to za love story. Huć! Czy tam... Chóć;)

      Usuń
  4. męskie klimaty.

    Pięciu umorusanych przystojniaków w mundurach, no rzeczywiście męskie. Szczególnie ten testosteron nas w filmie interesuje :D

    A tekst czyta się przetranslatorowany z angielski język.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ukończyłam kiepski korespondencyjny kurs pisania recenzji. ;)

      Usuń
  5. Jak zwykle jesteś niezawodna i można liczyć na Twoją szczerą opinię. Mnie obsada nie zachęca, Brada Pitta kiedyś lubiłem, ale potem stał się dla mnie zupełnie obojętny. Za Szyją LaBeoufem nie przepadam, a Logan Lerman parę lat temu zaliczył beznadziejny występ w roli d'Artagnana.
    Co do wątków miłosnych to nie mam awersji, ale w filmach wojennych są zwykle zbędne, psują odbiór, przemieniają film w melodramat. Jeśli "Furia" jest tego pozbawiona i nie jest do tego przesadnie patetyczna to jest szansa, że film może być naprawdę dobry.
    Kino wojenne to zasadniczo "męski gatunek", ale powstało kilka udanych "kobiecych" filmów o wojnie, jak np. radziecki, nominowany do Oscara film "Tak tu cicho o zmierzchu" z 1972.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki (pąs na policzku) :)
      Naprawdę panowie dali radę, obawiałam się trochę ale warto się skusić. Aktorsko oceniam film bardzo wysoko.
      Wątki miłosne, kiedy są w odpowiednim miejscu i czasie - git. Tutaj nie widziałam potrzeby i miałam nadzieję, że reżyser jednak skupi się na żołnierzach, nie zawiódł i tak zrobił.
      Jeśli chodzi o patos...czytałam wiele recenzji "Furii", jedni piszą, że jest patos non stop inni, że nie ma wcale. Ja uważam, że jest idealnie. Doprawia w sam raz, nie za dużo nie za mało. Co tu dużo pisać. Musisz zobaczyć, sam się przekonasz czy warto było.
      A tak w ogóle, jest jakiś stary film, którego nie znasz? Jak zrobią teleturniej "Filmoniada" zgarniasz główną nagrodę! Nie zapominaj wtedy kto Ci dobrze życzył ;))

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Brałem już nieraz udział w konkursach filmowych. Wygrałem koszulkę z napisem Aviator, smycz do kluczy i do komórki oraz kubek z Jackiem Sparrowem. Do większych nagród nie mam szczęścia ;)

      Usuń
    4. Kurcze, to powiem Ci że fest! Ja nigdy nic nie wygrałam, never ever! Pocieszam się faktem, że może jednak kto nie ma szczęścia w kartach ten ma w miłości;)

      Usuń
  6. No to rzeczywiście, dokładnie opisałaś to co Ci się spodobało bardzo sugestywnie. I gdybym nie widział, to może by mnie ta recenzja zachęciła, ale niestety widziałem i mam swoją. Która również chwali scenę z SSmanem na koniu. I to chyba wszystko :D

    Ale fajnie, że to jednak film dla kogoś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że klata Brada Cię nie bierze? Eeeeeeee;)
      Po czasie stwierdzam, że nadal mi się podoba (film, nie klata....chociaż....;) )

      Usuń