wtorek, 21 października 2014

Pogorzelisko

Denis. "Prisoners", które zryło mi psychę na wiele dni i "Enemy" - ten dziwny piszczący odgłos pająka na ścianie słyszę do dziś. Jak pewnik to pewnik - z tą myślą zasiadłam do "Pogorzeliska". Zaczęłam nerwowo przebierać nogami, obserwować sufit, zasłonę, robić herbatę i przyglądać się ramkom na ścianie - tak mnie wynudził początek. Przydługie ujęcia, coś jak w polskim filmie, który przecież kocham i pasjami oglądam. Twarz, cisza, nic się nie dzieje, niech już, cholera, ktoś coś powie...ale nie. Denis! Jak dobrze, że to przetrwałam. Już nie pamiętam o tej początkowej nudzie. Pamiętam tylko smutek, dramat i przygnębienie. Pamiętam świetną historię, napisaną z mózgiem, po nitce, do kłębka i tę końcówkę. I to zdanie, co to je na długo zapamiętam:"Czy jeden plus jeden może być jeden?". 

Ciężko pisać o tym filmie, łatwo można się zagubić i zrobić taki spoiler, że ho ho. Jestem sobie przewdzięczna, że nie wiedziałam o tym filmie nic, nie czytałam, nie sprawdzałam, jak to mam w zwyczaju, nie pytałam i z pustą głową podeszłam do tematu.
Bliźniaki (mam, kurde, słabość) Jeanne i Simon udają się na odczyt testamentu. Zmarła im matka - Nawal. Notariusz czyta i czyta, a bliźniaki robią coraz większe oczy. Okazuje się zatem, że posiadają gdzieś tam w świecie brata oraz ojca i muszą koniecznie ich odnaleźć ażeby wręczyć im list napisany przez Nawal. Początkowo Jeanne sama podejmuje próbę, później dołącza do niej brat i tak pomału odsłaniane są kolejne karty z życia matki, kolejne historie, dramaty i tragedie.
Tyle o fabule, to, co wydarzy się potem każdy musi zobaczyć sam. 

Wkurzona jestem. Zła, wkurzona i oburzona. Nikt z nas nie może zdecydować o tym gdzie i kiedy się urodzi. Dlaczego pieprzone życie dla jednych jest bajką, a dla drugich koszmarem tylko i wyłącznie przez to, że urodzili się nie tam, gdzie trzeba? Nawal, pochodząca z rodziny chrześcijańskiej, tocząca wieczną walkę, będąca świadkiem mordów na zasadzie - brat zabija brata. Chrześcijanin z Matką Boską na karabinie. Nawal pokazująca fakolca tak wielkiego jak stąd do Kambodży. Fakolca religii, w której ją wychowano. Nawal, jedna z najtwardszych bohaterek jakie miałam okazję oglądać. Nawal, która ze zwykłej matki wariatki staje się nagle bohaterką, kobietą, która śpiewa i trzyma język za zębami jak nikt. Nawal, której oczy są przygnębiająco smutne, silne i bezbronne jednocześnie. Nawal, której historia zmienia zupełnie życie bliźniaków, zmienia wszystko, choć przecież już sto lat po fakcie. 

Genialny to film jest. Kolejny raz Villeneuve robi mi w głowie wielkie kuku. Wwierca mi się w czaszkę i przygnębia do granic możliwości. Nie, nie wzrusza. Tu już nie ma nad czym płakać. Tu już jest taka masakra, że żadne łzy nie pomogą. Tu już jest tylko dupna, czarna dziura. Lubię czuć lekkość po fajnym, luźnym filmie. Lubię się wzruszyć, wkurzyć. Ale najbardziej lubię, kiedy mózg mój pawia chce puścić, zapomnieć. Zapomnieć się jednak nie da. 
Patrzę na zdjęcie Denisa Villeneuve na filmwebie. Uśmiechnięty koleś, przystojny nawet, krawat, biała koszula. Serio? Jeśli jego mózg jest tak pokręcony jak jego filmy - biorę to. Kupuję pierścionek i jadę się oświadczać. Amen.
(zdjęcia pochodzą ze stron: http://filmdrift.com/, http://www.fansshare.com/, www.filmweb.pl)

2 komentarze:

  1. Oh, a ja myślałem że to przez moją rekomendację :) A tak serio, to marsz po "Polytechnique' Denisa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No doooooobra, pomogła Twoja rekomendacja, no doooooooooobra;).
      Maszeruję, maszeruję ale końca nie widać. Czuję, że będzie znowu dawał po mózgu tak, że głowa mała. Ale czego się nie robi dla Denisa...:)

      Usuń