wtorek, 26 maja 2015

Mad Max: Na drodze gniewu.


Wiedziałam, że albo dostanę kopa jak stąd do Gdańska albo całkiem ciepnę tym w kąt i tyle bloga widzieli. Kop nie chciał nadejść. Albo jakieś seriale, które, owszem, bardzo mnie uwiodły (chociażby "The Fall", "Galavant" czy "Fortitude") ale nie zrobiły mi z mózgu papki (a to lubię najbardziej). Albo filmy, świetne, nie powiem (chociażby "The drop", "Citizenfour", "Foxcatcher" czy "A most wanted man"), którym jednak zabrakło tego czegoś i nawet smutne oczy Toma Hardy'ego nie były w stanie mi tego dać. Na szczęście posucha wiecznie trwać nie może.
Na początku myślałam, że napiszę po prostu jedno, niecenzuralne słowo, które określi film ów, jednak potem stwierdziłam, że nawet najbardziej soczysta k*%$# nie odda chwały temu dziełu. Oto"Mad Max: Na drodze gniewu". Jezus Maria. Ja nie wiem, kim trzeba być, żeby dać mi na tacy tak piękny, trzymający w napięciu, chrzęszczący piaskiem między zębami film? Kim trzeba być, żeby zamienić żółty, pustynny pościg w moje zgryzione wargi i obskubane skórki? Odpowiedź jest jedna. 70cio letnim maderfakierem.

Do hymnu. W wielkim skrócie, bo historia historią ale to wszystko, co poza nią kręci mnie najbardziej. Samotny i nieco popieprzony Max (Tom Hardy) wydobywając się ze szponów obleśnego Immortana Joe przyłącza się do Furiosy (Charlize Theron) i jej ekipy (największego skarbu Immortana, zresztą kto by nie chciał młodych, wysokich, szczupłych i długowłosych panien w zwiewnych strojach), która postanawia zwiać swemu panu i władcy (tak, tak, znowu Joe) i udać się do krainy wiecznej szczęśliwości, gdzie trawy zielone, a kwiaty pachnące i wody pod dostatkiem, jest słoń z trąbami dwiema, i tylko...wysp tych nie ma. Cóż. Szybki plan, szybka decyzja i zuruck do Cytadeli. Mamy więc pościg. Jeden wielki, w jedną i drugą stronę. I jakby mi ktoś powiedział, że kiedykolwiek, jakikolwiek pościg wbije mnie w fotel to bym mu powiedziała, że ma się puknąć w czoło. Tyle o fabule.
Ludzie. Rację ma ten, który powiedział mi niedawno, że dzisiejsze blockbustery nie trzymają w napięciu. Są niby jakieś akcje, pościgi, momenty nerwowe ale gdzie tam do prawdziwych, podnoszących ciśnienie historii. Wszystko to jakieś takie przydługie, przynudne i o niczym. Postaci blade, wręcz przezroczyste, bez jaj. A tu. Tutaj dostałam film kompletny. Film, który ma wszystko, za co kocham kino.

Po pierwsze genialną charakteryzację, momentami obleśną, dopracowaną w najmniejszym szczególe. Od razu zapragnęłam przeniesienia tego wszystkiego na deski teatru, ale nie w tym życiu, nie z tymi pieniędzmi i nie z tą grupą wiekową ;). Chcę patrzeć na te postaci, na te plecy w bąblach i te stopy przerośnięte. Chcę poczuć srebrny spray na moich zębach i spojrzenie Immortana. Chcę poczuć pod palcami te wyryte w skórze labirynty i chcę skosztować mleka matek rodzicielek. Jak długo żyję, nie widziałam jeszcze tak zrobionych postaci i jeśli Oscar za charakteryzację nie zostanie wręczony przerzucę się z kina na haft krzyżykowy.
Dalej. Zdjęcia. Ten piach, te burze, to niebo i te gwiazdy. Ta Furiosa klęcząca na piasku, płacząca (a ja razem z nią) i bezsilna.
Barwy, których normalnie nie cierpię. Wolę obracać się wśród śniegu i sopli lodu i widzieć świat pokryty nieskazitelną bielą. Tutaj jednak żółć, piasek i upał nabrały nowego, lepszego znaczenia. Tu czułam pragnienie wraz z bohaterami i oddałabym wszystko za kroplę wody.
Bohaterowie. Jakże się cieszę, że Tom Hardy nie ma parcia na szkło i był wtedy, kiedy być powinien. Nie oglądałam poprzednich Mad Maxów i nie mam zamiaru, gdyż z zaufanego źródła wiem, że są o dupę roztrzaść, Nie będę więc porównywała Toma do Mela chociaż nie chcę nigdy w życiu już zobaczyć innego Maxa i albo Tom albo nikt. Smutne oczy z psycholem w źrenicach i jestem kupiona. Do tego sos z poczucia humoru (ot, choćby piłowanie kagańca czy słynny już kciuk przerobiony na milion gifów), zwalistość i zmierzwiony włos i dziękuję proszę pana, tak, mogę nawet zacząć gotować obiadki!
Charlize Theron jest jedną z moich ulubionych aktorek więc z góry miała ze mną dobrze. Świetna, mocna, silna postać. Nie zgadzam się z tym, jakoby film miał być feministycznym manifestem (what?!?!?!). To, że kobieta nie chodzi w szpilkach i lubi czasem walnąć w jeden lub drugi ryj nie znaczy, że faceci są be i należy wszystkich usunąć z powierzchni ziemi. Mało tego. Furiosa jest w tej silności dobra i łagodna i ma mądre oczy. I szerokie bary. I długie nogi. No ideał, panie. Taka trochę Ripley, trochę panna młoda z Kill Billa. I te oczy. Widzę do teraz.
Upatrzyłam też sobie pana gitarzystę w czerwonym wdzianku, w ogóle co za genialny pomysł! Wisi koleś i gra na gitarze elektrycznej! Bo tak. Bo tak miało być i tak było.
Świetne, młode, zdrowe kobiety jako przeciwwaga do tych bladych, pozbawionych życia wymoczków czekających na spełnienie w Walhalli. Babcia z torbą pełną nasion i oczami ufnymi jak u szczeniaka.

No i wreszcie napięcie. Emocje. Nerwowość i oczekiwanie na to, co będzie dalej. Chciałabym zobaczyć siebie z boku podczas oglądania filmu. Jeśli pracownicy kina mają możliwość podglądania twarzy widzów - gratuluję! Musieliście się nieźle ubawić! Proszę, nie pokazujcie tego nikomu! Siedziałam wbita w fotel. Zmiażdżona każdą jedną sekundą tego filmu. I to nie jest tak, że się podniecam, bo ledwo co wyszłam z kina. Specjalnie odczekałam swoje ale nic się nie zmieniło. Emocje, jakby to było przed chwilą. Ciągle czuję piasek pod powiekami i suchość w gardle. Ciągle chcę krzyczeć "What a lovely day!!" zachrypniętym głosem. Chcę gryźć wargi i podskakiwać w fotelu przy każdym zwrocie akcji ( czyli ciągle).
Kto nie był w kinie musi błąd ów jak najszybciej naprawić. Tylko wara mi od 3D bo po łapach! Polecam bez względu na upodobania filmowe, płeć, czy wadę wzroku (to najpiękniejsze cierpienie oczu jakie można sobie wymarzyć). I jeśli Walhalla to rzeczywiście kraina wiecznej szczęśliwości to chcę tam być wraz z tymi wszystkimi freakami. Amen. 

17 komentarzy:

  1. "Nie oglądałam poprzednich Mad Maxów i nie mam zamiaru, gdyż z zaufanego źródła wiem, że są o dupę roztrzaść". No tu się zatrzymałem i przeżegnałem :) Co to za trefne źródło? Stare Mad Maxy są świetne. Gibson jest zajebisty i wcale nie musiał takich sznek łapać jak Hardy (który tak jak napisałem u siebie wypadł świetnie, jednak musiał się nieźle spocić by osiągnąć taki efekt jak Mel jednym spojrzeniem). Z resztą tekstu się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co no co! Do tej pory źródło mnie nie zawodziło to biorę w ciemno, co gada ;). Dla mnie Hardy ma psychola w spojrzeniu i moim zdaniem nie musiał się gimnastykować, żeby szaleństwo swe pokazać. Jednak przemawia przeze mnie yyyy, jakby to delikatnie ująć.... no po prostu przemawia przeze mnie Tom ;)))). If ju noł łot aj min ;).

      Usuń
  2. Nie wiem czy masz telewizor, ale jeśli tak to informuję, że dzisiaj w TVP emitowany jest "Mad Max 2: Wojownik szos", najlepsza część serii.
    Szkoda, że Twoja recenzja nie ukazała się wcześniej, bo wziąłbym sobie do serca ostrzeżenie przed 3D. Niestety, oglądałem w 3D i czuję się trochę oszukany. Ale film okazał się bardzo dobry, z recenzją w większości się zgadzam. Nie miałem przy sobie żadnej coli, popcornu, nachos ani wody, więc też odczuwałem pragnienie wraz z bohaterami ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że mam telewizor. Filmów na komputerze nie oglądam (profaanaaa). Nagram sobie ten film, niech Wam będzie, doooooooobra:).
      Idź jeszcze raz na 2D, niech sprawiedliwości stanie się zadość. I tylko mi nie mów, że używasz w kinie tych wszystkich chrupiąco szeleszczących przeszkadzaczy. Lepiej odczuwać pragnienie i głód :))

      Usuń
    2. No nie! Straciłem już 30 złotych na to 3D, nie będę wydawał kolejnych 20 zł na film, który już widziałem ;) Staram się oszczędzać pieniądze, dlatego w kinie oglądam przeważnie te filmy, które mają najwięcej pozytywnych opinii. I dlatego też nie wydaję kasy na chrupiąco szeleszczące przeszkadzacze ;)

      Usuń
    3. Jesteś z Krakowa żeś taki oszczędny ?? :D:D:D

      Usuń
    4. Niet, jestem z Lublina.

      Usuń
  3. Coś mi się Madi wydaje , że to Twoje żródło = zatkany anal + okrężnica w serdelki + to wszystko z nudów wysoki sądzie...
    I jak piszesz o filmie to skup się na filmie, a nie na chuju . Hardy ma spojrzenie ŚMIERTELNIE obrażonego golden retrievera, a nie psychola , lubię go , ale nie demonizuj miśka, bo to śmiesznie wygląda.
    Pozdrawiam i cieszę się , że powracasz... ooo such a lovely day :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej! Napisałam raptem pół zdania o Tomku! Specjalnie się powstrzymywałam, żeby znowu nie było, że piszę o dupach. Dla mnie ma wzrok psychola i koniec. Zresztą co Ty się tam znasz na facetach.
      Odzdrawiam i mam nadzieję, że zostanę na dłużej. :)

      Usuń
    2. Hardy w tym filmie przez długi czas jest w kagańcu, przez co jeszcze bardziej przypomina obrażonego golden retrievera :D :D

      Usuń
    3. Aleście się uczepili tego biednego Tomka. Dobrze chłopak gra, świetnie nawet, a że wygląda...no co ja mogę? Tylko pozazdrościć aparycji. A retrievera to najlepsze psy są więc też mi nie przeszkadza :)

      Usuń
    4. Oczywiście żartuję. Tom Hardy to świetny aktor, potrafi w pojedynkę uratować film (przykład "Locke"), potrafi grać za pomocą groźnych, niepokojących spojrzeń (Lawless, Peaky Blinders). Jako Mad Max jest równie dobry co Gibson, człowiek emocjonalnie wyczerpany, nie mający nic do stracenia, nie do końca szlachetny, ale i nie całkiem szalony. Przypomina milczących bohaterów spaghetti westernów. Tak przynajmniej ja to odbieram. Wczoraj dzięki TV przypomniałem sobie "Wojownika szos" z '81 i wciąż uważam, że jest najlepszy z serii. "Na drodze gniewu" umieszczam na drugim miejscu.

      Usuń
    5. Ups, wybacz błąd w poprzednim moim komentarzu. Psa nie odmieniłam;)
      Nagrałam sobie ten film, czeka teraz na mnie, w wolnej chwili (bardzo śmieszne) obejrzę.
      Ja pierwszy raz widziałam Tomka w "Incepcji" i już wiedziałam, że jeszcze pokaże na co go stać. Podobał mi się w "Batmanie", w "Locku" był świetny.... bardzo go lubię i już:).
      Chcę jeszcze obejrzeć "Bronsona".
      Ostatnio się nieźle uśmiałam patrząc na niego w "Kompanii Braci". Jak oglądałam sto lat temu, to w ogóle nie zwróciłam uwagi, bo go nie znałam (zresztą był też tam np Michael Fassbender).
      Taki dzieciuch:). Ok, koniec. Bo płynę :)

      Usuń
    6. A propos psów - w Wojowniku szos fajną rolę zagrał pies rasy Australian cattle dog ;)

      Usuń
    7. Świetny, już wiem, że gdybym miała mieć to takiego (zaraz po smutnym goldenie ;) )

      Usuń
  4. Można odnieść wrażenie, że pozytywna opinia dzięki aktorom :) Znam to, znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko. Pozytywna opinia dzięki wszystkiemu. Nie widzę słabych punktów. No może jeden - za szybko się skończyło.

      Usuń